Historie uratowanych pacjentów

Rodzice zastanawiający się nad zdeponowaniem krwi pępowinowej często zastanawiają się,czy warto. Najlepszymi ambasadorami usługi bankowania krwi pępowinowej są Pacjenci, których udało się uratować dzięki pobraniu komórek macierzystych podczas porodu. Zachęcamy do zapoznania się z wybranymi historiami Dzieci, które żyją dzięki krwi pępowinowej.

  • Wiktoria Krew pępowinowa Wiktorii ratuje życie młodszego brata
    Mała Wiktoria ratuje życie starszemu bratu, jej krew pępowinowa alternatywą dla szpiku.
    Więcej

    test

    Ponad dwa lata 7-letni Kacper zmagał się z anemią aplastyczną - ciężką dysfunkcją szpikuc. Jedyną szansą dla chłopca był przeszczep, niestety dawca w ostatniej chwili się wycofał. Ratunkiem okazała się młodsza siostra, od której pobrano krew pępowinową, a następnie przeszczepiono ją Kacperkowi. Było to już 9. rodzinne przeszczepienie komórek macierzystych z krwi pępowinowej przechowywanej w PBKM.

    Anemia aplastyczna to choroba, której przyczyną są defekty komórek macierzystych krwi, prowadzące do zahamowania ich dzielenia się i różnicowania. W tym stanie dochodzi do niewydolności szpiku kostnego i w konsekwencji do pancytopeni, czyli obniżenia ilości wszystkich linii komórek krwi (erytrocytów, leukocytów i trombocytów), a więc zaniku szpiku. Choroba ta jest stosunkowo  rzadka, ale może dotknąć osoby w każdym wieku. Co roku w populacji wielkości Polski notuje się kilkadziesiąt zachorowań na tą chorobę.

    Historia choroby Kacperka zaczęła się niewinnie w listopadzie 2011 roku, gdy miał 5 lat. Chłopiec zaczął budzić się w środku nocy z silnym bólem kolan. Na początku nic nie wskazywało, że może to być objaw choroby. Kiedy jednak sytuacja zaczęła się powtarzać, rodzice zdecydowali się na konsultację z lekarzem. Wyniki badań kontrolnych krwi zaskoczyły nie tylko rodziców, ale też lekarzy. Okazało się, że Kacper cierpi na niedobór płytek (małopłytkowość). Podejrzewano najgorsze - białaczkę. – Wszystko się nam posypało, jak domek z kart – wspomina tata Kacpra.

    Kacper trafił do szpitala w Częstochowie. Jeszcze tego samego dnia został skierowany do Katowic. Tam zrobiono biopsję. Wyniki pierwszych badań były obiecujące, lekarze wykluczyli raka i białaczkę. Rodzice odetchnęli z ulgą. Niestety ich radość nie trwała długo. Niespodziewanie wyniki kolejnych badań zaczęły dramatycznie się pogorszać. W tej sytuacji lekarze pobrali wycinek kości. Okazało się, że szpik chłopca był pusty. Po długim okresie niepewności postawiono ostateczną diagnozę. Kacper cierpiał na ciężką postać niedokrwistości plastycznej, wymagał licznych przetoczeń krwi i płytek. Również jego odporność w zakresie ochrony przeciwbakteryjnej i przeciwgrzybiczej była kiepska, ze względu na niski poziom granulocytów – mówi prof. Krzysztof Kałwak z Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej we Wrocławiu.

    Jedynym ratunkiem był przeszczep szpiku. Rozpoczęła się walka z czasem i chorobą. Przebadano również rodziców i brata pod katem bycia dawcą szpiku. Niestety rodzice byli zgodni z Kacprem genetycznie tylko w połowie, a młodszy brat Mikołaj w 7 na 10 antygenów. Ponieważ przeszczepiając szpik wymagana jest zgodność 9 na 10 - wykluczono członków rodziny jako dawców. Rodzice wcześniej nie zdecydowali się na pobranie krwi pępowinowej u Mikołaja – to mógł być ratunek dla Kacpra. Pozostało więc czekać, aż lekarze znajdą pasujący szpik. Mijały miesiące. W listopadzie 2012 r. zadzwonił telefon..

    Dostaliśmy telefon, że dawca się znalazł – mówi tata Kacpra. - Zaczęto przygotowywać syna do zabiegu. Usunięto mu chore zęby oraz założono specjalny cewnik, który umożliwiał pobieranie i podawanie płynów, leków i krwi, bez zakładania dodatkowych wenflonów – dodaje.

    Termin transplantacji wyznaczono na 27 listopada 2012 r. we wrocławskiej Klinice Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej. Dziesięć dni przed zabiegiem zadzwoniła lekarka ze szpitala. Rodzice Kacpra usłyszeli coś, czego zupełnie się nie spodziewali: dawca w ostatniej chwili się wycofał. Pytanie „Dlaczego?” pozostało bez odpowiedzi. Człowiek już się ucieszył, że wszystko się skończy, że wszystko będzie dobrze. A tu jednak się rozczarowaliśmy, tak samo Kacperek. Był już pełen nadziei, że już będzie po wszystkim, że nie będzie musiał być wkłuwany i skończy się jego cierpienie. Jednak było inaczej – opowiada mama Kacpra. Walkę o życie chłopca rozpoczęto od nowa.Musieliśmy dać z siebie wszystko, żeby nie popaść w depresję, bo w niczym by nam to nie pomogło – mówi tata Kacpra.

    Rokowania nie były pomyślne zarówno ilość płytek, jak i poziom hemoglobiny nadal spadały.  Pojawiło się jednak światełko nadziei. Rodzice Kacpra oczekiwali na przyjście na świat kolejnego dziecka. Dowiedzieliśmy się w klinice od pani ordynator, że można pobrać krew pępowinową i podać ją Kacprowi zamiast szpiku od dawcy niespokrewnionego – mówi tata Kacpra. Komórki macierzyste z krwi pępowinowej są bardziej wartościowe niż komórki pozyskane z innych źródeł (np. szpiku), gdyż są one pierwotne, niewyspecjalizowane i wielopotencjalne. Mają niezwykle cenną zdolność do samoodnowy i przekształcania się w inne komórki, z których zbudowane są tkanki człowieka. Komórki z krwi pępowinowej zapewniają znacznie lepsze przeżycie u dzieci z chorobami metabolicznymi niż np. komórki macierzyste z krwi obwodowej bądź szpiku kostnego – mówi prof. Kałwak.

    W styczniu 2013 r. urodziła się Wiktoria. Komórki macierzyste pozyskane z jej krwi pępowinowej trafiły do laboratorium Polskiego Banku Komórek Macierzystych. Rodzice z niecierpliwością czekali na wyniki specjalistycznych badań. Gdy okazało się, że krew pozyskana przy porodzie córki była zgodna, wszyscy odetchnęli z ulgą. Transplantacja miała miejsce 3 tygodnie później. Wszystko przebiegło bez problemów, przez większość czasu chłopiec był przytomny. Po 30 dniach wyniki badań potwierdziły przyjęcie się przeszczepu i prawidłową liczbę leukocytów.Nazwaliśmy córeczkę Wiktoria, co oznacza zwycięstwo, na cześć tego, że była pełna zgodność komórek macierzystych. Pomyśleliśmy, że to cud od Boga – wspomina mama chłopca. Kacper powoli zaczął wracać do zdrowia i mógł opuścić szpital. Obecnie przebywa w domu z rodziną. Od stycznia będzie mógł wrócić do szkoły i kolegów, za którymi bardzo tęskni.

    Cieszymy się, że rodzice zaufali PBKM i powierzyli cenną krew pępowinową Wiktorii. Nie ma nic bardziej satysfakcjonującego w naszej działalności niż pomoc w uratowaniu życia dziecka – mówi lek. Tomasz Baran z Polskiego Banku Komórek Macierzystych.

    Na świecie wykonano ponad 40 tysięcy transplantacji krwi pępowinowej u dzieci i dorosłych. W Polsce dotychczas przeprowadzono kilkadziesiąt przeszczepień, większość u dzieci. Do aż 20 z nich użyto krwi pobranej i zdeponowanej w Polskim Banku Komórek Macierzystych, do pozostałych z zagranicznych banków publicznych.

    We wrześniu 2012 roku Parlament Europejski przyjął Rezolucję w sprawie dobrowolnego honorowego dawstwa tkanek i komórek (m.in. z krwi pępowinowej). Podkreślił tym samym konieczność tworzenia przez wszystkie państwa członkowskie zarówno publicznych, jak i rodzinnych banków krwi pępowinowej.

  • Dominika Krew pępowinowa uratowała Dominikę
    Dominika od urodzenia miała problemy ze zdrowiem. Dzień po urodzeniu przeprowadzono operację związaną z nieprawidłową budową przewodu pokarmowego. Później zdiagnozowano wadę serca. W wieku trzech lat nękały ją ciągłe wymioty i biegunki. Wtedy lekarze zdiagnozowali małopłytkowość krwi – chorobę polegającą na niedoborze płytek krwi. Przez kilka lat, najpierw co miesiąc, a później co dwa tygodnie, dziewczynce wykonywano transfuzję. Latem zwykle jej stan się pogarszał, spadała odporność organizmu i zmniejszała się ilość płytek we krwi. Lekarze wykonywali więc punkcję, która na szczęście nie wykrywała nieprawidłowości wskazujących na nowotwór.
    Więcej

    Dominika Dominika normalnie się rozwijała. Mogła bawić się z rówieśnikami, chodzić do szkoły oraz poświęcać czas swojemu hobby, czyli m.in. jeździe konnej. Jednak im była starsza, tym dłuższe stawały się jej nieobecności w szkole. Lekarze obawiali się, że dziewczynce może stać się krzywda. Zagrożenie wzrosło kiedy pogorszyły się wyniki badań Dominiki. Pani Dorota, mama dziewczynki, zdecydowała się więc poszukać pomocy u innych specjalistów. Analiza wyników badań w Warszawie, wykazała u Dominiki niedokrwistość Fanconiego. Diagnoza ta była znacznie bardziej niepokojąca ponieważ choroba zwiększa zagrożenie wystąpienia nowotworu.

    Diagnozę potwierdzono jeszcze licznymi badaniami, a wkrótce rozpoczęto poszukiwania dawcy szpiku dla chorej dziewczynki. W ciągu półtora roku znaleziono kilka osób, które mogły być potencjalnymi dawcami. Jednak za każdym razem na kolejnych etapach badań zgodności tkankowej okazywało się, że dawcy nie są odpowiedni. W tym czasie rodzice Dominiki zdecydowali się na kolejne dziecko, mając  nadzieję, że zgodność antygenowa między rodzeństwem umożliwi wykonanie przeszczepienia. Ich niepokój budziło jednak wysokie prawdopodobieństwo, że drugie dziecko również będzie chore – niedokrwistość Fanconiego jest bowiem chorobą genetyczną.

    Dopiero w zaawansowanej ciąży w ręce Pani Doroty trafiła ulotka Polskiego Banku Krwi Pępowinowej (PBKM) zajmującego się bankowaniem krwi pępowinowej. Na spotkaniu z konsultantką PBKM-u dowiedziała się o szczegółach procesu pobierania i deponowania krwi pępowinowej. Zdecydowała się więc na pobranie krwi pępowinowej.

    Mimo, że przed porodem znaleziono w końcu odpowiedniego dawcę lekarze uznali, że poczekają z decyzją o przeszczepieniu. Chcieli sprawdzić, czy pobrana przy porodzie krew pępowinowa będzie zgodna z krwią Dominiki. Specjaliści uznają bowiem, że do przeszczepienia lepsza jest krew rodzeństwa niż obcej osoby ponieważ minimalizuje zagrożenie odrzucenia przeszczepu i ewentualnych powikłań.

    W styczniu 2010 roku urodził się Kacper. Wszyscy odetchnęli z ulgą, gdy okazało się, że komórki macierzyste z pobranej krwi pępowinowej będą mogły być przeszczepione Dominice. Ponieważ dziewczynka miała już 11 lat, lekarze zdecydowali, że warto poczekać jeszcze rok na przeszczepienie komórek ze szpiku oraz krwi pępowinowej jej młodszego brata.

    Dominika z godną podziwu wolą walki i cierpliwością czekała na przeszczepienie. Pani Dorota wspomina jej odważną decyzję o ogoleniu głowy i pozbyciu się swoich ukochanych włosów:

    - Do tej pory Dominika pozwalała ewentualnie podciąć o kilka centymetrów swoje długie włosy. Jednak przed przeszczepieniem w ogóle nie protestowała. Wiedziała, że tak trzeba i z godnością przyjęła ogolenie głowy.

    Zgodnie z procedurami związanymi z transplantacją, u Dominiki zastosowano intensywną chemioterapię, której celem było zniszczenie chorych komórek szpiku kostnego, a w konsekwencji zniszczenie układu odpornościowego. Dziewczynka musiała więc przebywać w wysterylizowanej izolatce, do której dostęp mieli tylko lekarze i najbliższa rodzina po uprzednim zachowaniu najwyższych standardów bezpieczeństwa – musieli zakładać specjalne maski, fartuchy i ochraniacze. Jakakolwiek infekcja mogła być zagrożeniem dla życia dla dziewczynki.

    Transplantacja została wykonana rok po urodzeniu Kacpra w Katedrze i Klinice Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej Akademii Medycznej we Wrocławiu. Było dużym wydarzeniem dla pracowników szpitala. Wiele osób z personelu medycznego interesowało się tym przypadkiem. Przeszczepienia komórek macierzystych z krwi pępowinowej nie są bowiem często wykorzystywaną w Polsce metodą leczenia, podczas gdy na Zachodzie są rutynowym postępowaniem klinicznym. Sytuacja ta wynika z małej liczby zdeponowanej porcji krwi pępowinowej w naszym kraju.

    Po półtora miesiąca od przeszczepienia wyniki badań pozwoliły Dominice opuścić szpital. Jak podkreślają lekarze powrót do domu bardzo często zwiększa motywację do walki z chorobą i przyspiesza proces zdrowienia. Tak też stało się w tym przypadku. Z dnia na dzień efekty leczenia były coraz bardziej zadowalające i pozwalały dziewczynce na powrót do normalnego życia, m.in. na wizyty przyjaciółki czy wyjścia na dwór. Obecnie Dominika czuje się doskonale i może już jeździć na rowerze, rolkach, a nawet pójść na basen. Zakończył się czas choroby i rozpoczął czas spełnia marzeń.

    Galeria
    Zobacz galerię
  • Miłosz żyje dzięki krwi pępowinowej
    Miłosz ma 3 lata i jest energicznym, uśmiechniętym oraz zawsze chętnym do pomocy chłopcem. Patrząc na niego, nie sposób się domyślić, że niedawno pokonał ciężką chorobę onkologiczną – histiocytozę. Pomógł mu w tym młodszy braciszek, od którego pobrano komórki macierzyste z krwi pępowinowej, a następnie przeszczepiono je Miłoszowi. Było to już siódme rodzinne przeszczepienie komórek macierzystych z krwi pępowinowej w Polsce.
    Więcej

    Miłosz z rodziną

    Histiocytoza to choroba, w której dochodzi do nadmiernego rozrostu histiocytów, czyli komórek należących do układu odpornościowego. Histiocyty mogą gromadzić się w każdym organie i prowadzić do jego uszkodzenia. Objawy mają różną postać, w zależności od wieku
    i umiejscowienia choroby; mogą to być np. ubytki w kościach sklepienia czaszki, wytrzeszcz gałek ocznych, moczówka prosta, niewydolność szpiku, wątroby i innych narządów, upośledzone łaknienie i zmniejszenie masy ciała. Choroba ta występuje bardzo rzadko – szacuje się, że rodzą się z nią dwa noworodki na milion.

    „Histiocytoza jest standardowym wskazaniem do przeszczepienia komórek macierzystych. Dzisiaj lekarz nie powinien pytać czy w tej akurat histiocytozie przeszczepiać, tylko lekarz transplantolog powinien sobie zadać pytanie, co zrobić, żeby wyniki transplantacji przeprowadzonej w odpowiednim momencie były jeszcze lepsze” – mówi dr Dariusz Boruczkowski, specjalista chorób dzieci i transplantologii klinicznej.

    Miłosz mieszka z rodzicami i bratem Piotrusiem w małej miejscowości niedaleko Poznania. Był pierwszym dzieckiem pani Grażyny i jej męża Przemka, a więc z niecierpliwością oczekiwali jego przyjścia na świat. Ciąża przebiegała prawidłowo i nic nie wskazywało na to, że maleństwo może być chore. Jednak już kilka miesięcy po porodzie wyniki standardowych badań okazały się niepokojące. Lekarze rozpoczęli serię szczegółowych testów. Po długim okresie niepewności rodzice usłyszeli diagnozę – Miłosz ma histiocytozę. Nie była to jednak jedyna wstrząsająca wiadomość, jaką otrzymali. Kolejną, której się zupełnie nie spodziewali, był fakt, że pani Grażyna jest w ciąży. Radość rodziców mieszała się ze smutkiem. Jednak, jak wspomina mama Miłosza, o wiele więcej było smutku.

    Zdiagnozowanie histiocytozy oznaczało, że Miłosz przez kolejne miesiące miał pozostać
    w szpitalu. Rodzice musieli podzielić się obowiązkami. Tata odwiedzał synka w weekendy, podczas gdy mama, mimo zaawansowanej ciąży, spędzała z nim każdy dzień w poznańskiej klinice. Rozpoczęto leczenie i poszukiwanie dawcy szpiku. W pierwszej kolejności zbadano rodziców. Niestety brak zgodności genetycznej wykluczył ich jako dawców. Pozostało więc czekać, aż lekarze znajdą pasujący szpik. Przez cały okres choroby Miłosz dzielnie poddawał się wszystkim zabiegom, nie protestował nawet przy nakłuciach. Często był umieszczany
    w wysterylizowanej w izolatce, w której (oprócz lekarzy) mogła przebywać tylko mama. Konieczność zachowania najwyższych standardów bezpieczeństwa wymagała ograniczenia odwiedzin innych członków rodziny. Drugie urodziny chłopiec spędził w szpitalnej sali, ale
    z powodu specjalnej diety nie mógł nawet spróbować urodzinowego tortu. Jednak Miłosz znosił już o wiele gorsze niespodzianki od losu, a dzięki niesamowitej energii i pogodzie ducha stał się ulubieńcem całego personelu. Za swoją odwagę i dobre zachowanie otrzymał nawet „Dyplom Dzielności”, powód do dumy jego rodziców.

    Po niecałym roku lekarze poinformowali rodzinę, że znaleźli dawcę szpiku, jednak nie miał on pełnej zgodności antygenów tkankowych. W tym samym czasie pani Grażyna dowiedziała się o możliwości pobrania podczas porodu komórek macierzystych z krwi pępowinowej jej drugiego dziecka. Komórki macierzyste są to pierwotne, niewyspecjalizowane komórki wielopotencjalne. Ich niezwykle cenną właściwością jest zdolność do samoodnowy
    i przekształcania się w inne komórki, z których zbudowane są tkanki człowieka. Komórki te są alternatywą dla szpiku, gdyż mogą być przeszczepione nawet przy niepełnej zgodności. Pani Grażyna postanowiła poczekać do porodu i pobrać krew pępowinową drugiego dziecka – Piotrusia. Intuicja podpowiadała jej, że warto zaryzykować. Pewnością siebie zaskoczyła lekarzy, którzy poparli jej decyzję. Krew pępowinową zdeponowano w Polskim Banku Komórek Macierzystych. Jedynym banku rodzinnym w Polsce mającym doświadczenie w przeszczepieniach.

    Gdy okazało się, że komórki macierzyste brata mogą zostać przeszczepione Miłoszowi, wszyscy odetchnęli w ulgą. Miesiąc po pobraniu w Klinice Onkologii, Hematologii
    i Transplantologii Pediatrycznej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu przeszczepiono mu krew pępowinową Piotrusia. Przez kolejne 30 dni rodzice z nadzieją czekali na wyniki badań leukocytów. Ku radości wszystkich zaangażowanych osób, ich liczba była prawidłowa
    i chłopiec powoli zaczął wracać do zdrowia.

    Miłosz pierwszy raz zobaczył młodszego braciszka tuż po jego narodzinach, jeszcze przed przeszczepieniem. Później nie miał z nim kontaktu przez następne pół roku. Rodzice obawiali się tego, jak synowie zareagują na siebie podczas kolejnego spotkania. Braterska więź okazała się jednak silniejsza niż rozłąka. Jak wspomina pani Grażyna, przez pięć minut nie mogli się od siebie oderwać.

    „Mój starszy syn jest bohaterem, bo pokonał chorobę. Był bardzo dzielny, walczył do samego końca. A mój młodszy syn oddał krew pępowinową i uratował życie swojemu bratu” – mówi pani Grażyna.

    Teraz, prawie rok po przeszczepieniu, Miłosz może cieszyć się dzieciństwem tak jak inne dzieci w jego wieku. Pozostały mu jedynie kontrolne wizyty i specjalna dieta, której musi przestrzegać. Jednak wszystko wskazuje na to, że chłopiec najgorsze ma już za sobą. Rodzice z nadzieją patrzą w przyszłość.

    Pierwsze w Polsce przeszczepienie komórek macierzystych z krwi pępowinowej u dzieci odbyło się w 2000 roku. Do tej pory przeprowadzono około 20 takich zabiegów. Do 8 z nich użyto krwi z rodzinnego baku – Polskiego Banku Komórek Macierzystych (PBKM), do pozostałych z banków publicznych z zagranicy. Na świecie od 1988 roku komórki macierzyste
    z krwi pępowinowej wykorzystywane są do przeszczepień. Do połowy 2011 roku wykonano ponad 25 tysięcy takich zabiegów u dzieci i dorosłych.