|
Pozytywne sygnały
Prof. Stefan Grajek wrócił w tych dniach ze spotkania na kongresie w Nowym Orleanie, gdzie mówiono o pierwszych konkretnych rezultatach, jakie daje ta metoda. Dwa niezależne ośrodki informują o fiasku, jaki poniosły eksperymenty, w których tym sposobem próbowano leczyć serce w przewlekłej chorobie po zawale; po poprawie obserwowanej po sześciu miesiącach nie było już śladu w następnym półroczu. Zawiodły też tzw. mioblasty, pierwotne komórki mięśniowe, które nie sprostałyby zadaniu.
- Nie dziwię się temu, bo w 14 dobie po zawale nie występuje już homing, tym bardziej nie ma go jeszcze później, gdy jest już blizna. Natomiast nasz cel i droga, jaką obraliśmy, są dobre - mówi prof. Stefan Grajek - Nie oczekujemy spektakularnych efektów, ale liczymy na ważną poprawę pracy serca po przebytym zawale.
Za sukces należy więc uznać, że u wszystkich poznańskich pacjentów, którzy otrzymali swoje własne komórki szpikowe pomiędzy 4 a 8 dobą po zawale, jest lepsze ukrwienie w obszarze uszkodzonym przez zawał: - Liczę, że to zapobiegnie powstawaniu tętniaków serca, które prowadzą do martwicy - objaśnia poznański kardiolog. Teraz będzie się badać, jak zwiększyć liczbę komórek przyjętych przez serce. Trzeba więc poprawić ich przyczepność, bo tylko wtedy będą lepiej spożytkowane na "remont" serca. Teraz jest to zaledwie 4 proc. Z porcji, jaką lekarze wysyłają na ratunek. Lekarze mówią, że są dopiero na początku długiej drogi, ale jest to podróż tak kusząca, że zapiera dech w piersiach.
O pierwszych, oficjalnych wynikach poznańskich badań usłyszymy we wrześniu na polskim kongresie kardiologów w Warszawie.
|